Gościmy

Odwiedza nas 148 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

Spis treści

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Często zapominamy podzielić się. Żyjemy tak, jakbyśmy nie pamiętali, że obok nas żyją również inni ludzie. Dlatego ciągle musimy Cię prosić:
 
ODPUŚĆ NAM NASZE WINY.
 
Powyższe słowa zawierają naukę, że obrażamy Pana Boga codziennie i że musimy nieustannie błagać  go o przebaczenie i odpuszczenie win naszych, bo grzechy nasze czynią nas niegodnymi miłości Ojca naszego, królestwa wiecznego, które jest naszym dziedzictwem i Opatrzności Boskiej, która dostarcza nam wszystkiego, czego nam potrzeba w tym życiu. 
 
Ewangelia grzechy nasze nazywa długami. Są to długi straszne, ponieważ nic nie byłoby w stanie ich spłacić, jeśliby Syn Boży nie stał się człowiekiem, by je odkupić.
Jakże spłacić mamy długi nasze, my nędzni grzesznicy?
 
Błagamy: Ojcze nasz, którego miłosierdzie jest nieskończone, odpuść nam nasze winy!
 
Clip 20
 
 
Naprawiona omyłka.
 
Św. Jan Józef od Krzyża, zakonnik franciszkanin, miał przyjaciela optyka z Neapolu, Wincentego Laineza. Wincenty miał córkę, a w dniu jej narodzin otrzymał duży spadek i spotkawszy świętego, rzekł mu śmiejąc się, ze córka przyniosła mu wielki posag.
 
- Nie mój drogi, - odparł święty, - za dwa miesiące córka twa jako aniołek uleci do raju.
 
I tak też się stało. Wnet Wincentemu urodził się syn, który także w kilka miesięcy zachorował śmiertelnie. Zrozpaczony Wincenty owinął dziecię w pieluszki i czym prędzej zaniósł do św. Jana.
 
- Ojcze, mój syn jest chory, powiedział.
 
- Tak. Bóg woła go do siebie – odrzekł święty.
 
- To być nie może, - zawołał zrozpaczony ojciec. – skoro Bóg zabrał mi córkę to niechaj przynajmniej jego mi pozostawi. A jeśli da mi inne jeszcze dzieci, to podzielimy się; jedno będzie dla niego, drugie dla mnie.
 
- Masz być posłusznym i poddać się ślepo woli Bożej.
 
- Nie! To być nie może; a jeśliby już się tak stało, opuszczę żonę, dom mój i pójdę błąkać się po świecie.
 
 
Sługa Boży przerwał mu, na pół z oburzeniem, na pół z litością:
 
- Czy chcesz sprzeciwiać się woli Bożej? Pamiętaj, że to dziecko, którego życia tak się domagasz, stanie się twym krzyżem i przyniesie ci nieszczęście.
 
- Nie ma większego nieszczęścia, niż śmierć, odpowiedział.
 
 Po południu święty zaszedł do Wincentego i zapytał:
 
- Cóż? Namyśliłeś się?
 
- Tak. I na cóż się zdecydowałeś?
 
- Chcę zachować mego syna.
 
- Skoro chcesz, to tak się stanie.
 
Rzekłszy to, święty wyszedł szybko. Wincenty zaś rzekł wesoło do żony:
 
- Wygraliśmy sprawę. Chłopiec nasz wyzdrowieje. I rzeczywiście dziecko wyzdrowiało, ale po ośmiu dniach matka przewijając je zauważyła, że ma na plecach i na piersiach dwa wielkie wrzody. Wincenty pojął znaczenie słów świętego, ale nie miał odwagi pójść doń. I poradzić się.
 
Dziecko mając trzy lata nie mówiło jeszcze, nie rosło i było zupełnym idiotą. Wtedy Wincenty, żałując  tego, co uczynił i obawiając się innych nieszczęść przepowiedzianych przez świętego, wyspowiadał się i przyjąwszy Komunię świętą udał się do klasztoru do celi zakonnika. Ukląkł przed świętym i nie mając odwagi ucałować jego ręki, z płaczem zaczął odmawiać: Miserer mei Deus” i odmawiał je klęcząc, z oczami spuszczonymi ku ziemi, aż do słów: „Cor contritum et humiliatum, Deus, non despicies”.
 
Wtedy dopiero spojrzał na świętego i ujrzał go zamodlonego z oczyma zwróconymi ku obrazowi Najśw. Panny. Wincenty dalej z łkaniem odmawiał psalm, a gdy go skończył, święty powstał i z pełnym słodyczy majestatem przemówił:
 
- Czy sadzisz teraz, że to co obrałeś lepsze jest? Czy poznajesz popełniony błąd? Tyś przyczyną, że pan pozbawiony był uwielbień i błogosławieństw, w których dusza dziecka twego połączyła by się z aniołami i świętymi w niebie. Pamiętaj więc, że wszystkich synów, jakich mieć będziesz, winieneś ofiarować woli Bożej. Bądź błogosławiony, synu mój, Pan cofnął karę, jaką ci przeznaczył. Idź, przebaczono ci.
 
I święty uczynił znak krzyża św. nad głową Wincentego i pożegnał go. W tejże chwili dziecko zaczęło konać. Zawiadomiony o tym Wincenty pośpieszył do domu, ukląkłszy przy jego łóżku, rzekł:
 
- Błogosławię ci synu mój. Przebacz mi zuchwałość, z jaka tak długo pozbawiałem cię szczęścia chwalenia Boga w raju.
 
Dziecię spojrzało nań; po raz pierwszy uśmiechnęło się i skonało.
 
Clip 31