Opuściwszy Tyr, wyruszył Jezus samotnie w dalszą drogę, a obu uczniów wysłał naprzód z rozmaitymi zleceniami do Kafarnaum i do Jana Chrzciciela. Szedł dziesięć do jedenastu godzin na południowy wschód od Tyru ku miastu Sychar Libnat, przez które przechodził już przedtem, idąc do Tyru. Po lewej Jego ręce bardziej na wschód leżało jezioro Merom z dwoma miastami: Adama i Seleucja. Sychar Libnat, zwane także Amichores, czyli miasto wody deszczowej, leżało o kilka godzin drogi od Ptolemaidy, w głąb kraju, nad małym mętnym jeziorkiem, niedostępnym z jednej strony z powodu wysokich gór, tam się wznoszących. Z jeziorka tego wypływała rzeczka Belus, wpadająca pod Ptolomaidą do morza. Miasto było tak wielkie, że nie pojmuję, dlaczego tak mało o nim wiemy. Niedaleko leżało żydowskie miasto Misael. Tu leży kraj, który Salomon darował królowi Hiramowi. Sychar jest miastem bardziej wolnym, uznaje jednak zwierzchnictwo Tyru. Hodowla bydła kwitnie na wielką skalę; jest tu rodzaj wielkich owiec z piękną wełną, które potrafią przepływać przez wodę. Mieszkańcy wyrabiają piękne tkaniny wełniane, które potem w Tyrze farbują. Roli nie uprawiano prawie wcale, hodowano tylko owoce. W wodzie rośnie rodzaj zboża z wielkimi kłosami, z którego wyrabiają chleb. Zdaje mi się, że rośnie ono dziko, nie zasiewane. Stąd prowadzi droga do Syrii i Arabii; do Galilei niema stąd żadnej główniejszej drogi. Jezus przybył do Tyru jedną z bocznych dróg.


Przed Sychar były dwa wielkie mosty; jeden długi i wysoki, aby można było przechodzić nim, gdy woda wyleje; po drugim można było przechodzić dołem pod arkady. Domy były wysokie i tak urządzone, że przy wysokim stanie wody można było mieszkać na górze w namiotach. Mieszkańcy są przeważnie poganie. Na wielu domach były spiczaste drążki z chorągiewkami, i dlatego uważałam ją za bałwochwalnie. Dziwiło mnie to, że wielu Żydów, którzy należą tu do pognębionej warstwy ludności, mieszkało w wielkich pięknych domach. Zdaje mi się, że byli to żydzi, którzy jako zbiegowie tu się schronili.

 

Dom, w którym zamieszkał Jezus, leżał przed miastem po stronie, z której Jezus przybył; idąc do niego, musiał Jezus wpierw przechodzić przez wodę. W pobliżu domu była synagoga. Jezus przemawiał do tych ludzi, przechodząc tędy, w drodze do Tyru. Zdawali się oczekiwać teraz Jego przybycia, gdyż wyszli naprzeciw Niego i przyjęli Go z wielką czołobitnością. Byli to Żydzi, a mianowicie starzec jakiś z liczną rodziną; mieszkał on w wielkim domu, opatrzonym wielu mniejszymi przybudowaniami, a wyglądającym jak pałac. Z uszanowania jednak nie wprowadził Jezusa do tego domu, lecz do osobnego mieszkania w pobliżu, gdzie umył Mu nogi i ugościł Go.

 

Widziałam wielką gromadę robotników, złożoną z mężczyzn, kobiet i młodzieńców, rozmaita zbieranina pogan, a między nimi niektórzy o czarnej i brązowej barwie skóry. Byli to prawdopodobnie niewolnicy wspomnianego wyżej człowieka, a szli z roboty na wielki plac, gdzie rozdzielano im żywność. Mieli ze sobą różne łopaty i taczki, a na plecach nieśli małe lekkie łódki podobne do niecek; w środku nich było siedzenie i wiosła, jak również narzędzia rybackie. Pracowali przy budowie mostów i regulacji brzegów. Otrzymywali potrawy w garnuszkach, jako też jarzyny i ptaki; byli pomiędzy nimi także tacy, którzy surowe mięso jedli. Gdy przechodzili koło Jezusa, przemawiał do nich uprzejmie, a oni cieszyli się, że widzą tak znakomitego męża.

 

2

 

3

 

Przybyło potem do Jezusa dwóch starych żydów ze zwojami pisma. Jedli wspólnie z Jezusem, a On tłumaczył im niejedno, czego oni chciwie słuchali. Byli to nauczyciele tutejszej młodzieży.

 


Właściciel domu, w którym mieszka Jezus, bogaty Żyd, nazywa się Symeon, a pochodzi z okolicy Samarii, On, lub też jego przodkowie, zaplątali się w sprawę świątyni na Garizim, weszli w zatargi z Samarytanami i z tego też powodu wygnani z kraju, osiedlili się tutaj.