Gościmy

Odwiedza nas 13 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

 

 

Z On udał się Jezus z uczniami na środkowe miejsce chrztu powyżej Betabary naprzeciw Gilgal i kazał tu chrzcić Andrzejowi, Saturninowi, Piotrowi i Jakubowi. Gromadziło się tu na przemian mnóstwo ludzi. Ów napływ narodu zwrócił znowu uwagę Faryzeuszów. Rozesłali więc listy do przełożonych wszystkich synagog w kraju z poleceniem, aby im Jezusa wydano, gdziekolwiek Go znajdą, a uczniów schwytano, wybadano co do nauki Jezusa i skarcono. Jezus jednak opuścił miejsce chrztu w towarzystwie kilku uczniów i podążył przez Samarię i Galileę w granice Tyru. Inni uczniowie rozproszyli się i wrócili do swoich miejsc rodzinnych. W tym samym czasie kazał Herod żołnierzom dostawić Jana do Kalliroe, gdzie trzymał go przez sześć tygodni uwięzionego w jednej z piwnic zamkowych, a potem znowu wypuścił na wolność.

 

Podczas gdy Jezus, idąc przez Samarię, przechodził z kilku uczniami przez dolinę Esdrelon, powracał właśnie Bartłomiej od chrztu Jana do miejsca rodzinnego Dabbeset i spotkał się tu z uczniami. Andrzej z wielkim zapałem i uwielbieniem opowiadał mu o Panu. Bartłomiej słuchał wszystkiego z radością i uszanowaniem, a Andrzej, który pouczonych mężów bardzo chętnie polecał na uczniów, zbliżył się do Jezusa i przedstawił Mu, aby wezwał Bartłomieja na ucznia, bo ten chętnie pójdzie za Nim. Gdy więc Bartłomiej przechodził koło Jezusa, pokazał Mu go Andrzej, a Jezus, patrząc na niego, rzekł Andrzejowi: „Znam go; pójdzie on za Mną. Widzę w nim wiele dobrego i w swoim czasie powołam go.” W dalszej drodze spotkał się Bartłomiej z Tomaszem, rozmawiał z nim o Jezusie i starał się usposobić go przychylnie dla Niego. Bartłomiej mieszkał w Dabbeset niedaleko Ptolemaidy i był z zawodu pisarzem.

 

Podczas tej spiesznej podróży znosił Jezus wielki niedostatek. Widziałam, jak Saturnin, lub któryś inny z uczniów często przynosił chleb w koszyku, a Jezus rozmiękczał w wodzie twarde skórki, aby móc je jeść.

 

W Tyrze zamieszkał Jezus w gospodzie, położonej przy bramie, znajdującej się od strony kraju. Jezus szedł dotąd przez wysoki grzbiet górski. Tyr, bardzo wielkie miasto, leży tak stromo na górze, że gdy się idzie z góry, robi ono wrażenie, jak gdyby się miało zsunąć na dół. Do miasta nie wchodził Jezus, trzymał się tylko zewnątrz murów, gdzie niewiele było ludzi. Gospoda zrobiona była w grubych murach, ponad które prowadziła droga. Jezus wstępował tylko gdzieniegdzie do domków ubogich ludzi, położonych przy murach; miał na Sobie brązową szatę i biały wełniany płaszcz. Saturnin i jeszcze jakiś uczeń przybyli razem z Jezusem do Tyru. Piotr, Andrzej, Jakób Młodszy, Tadeusz, Natanael Chased i wszyscy inni uczniowie, którzy byli z Jezusem na godach w Kanie, przybyli tam dopiero później, podróżując pojedynczo, i zeszli się z Jezusem w żydowskim domu zbornym, położonym w innej stronie Tyru, do którego prowadziła szeroka, drzewami wysadzona grobla. Do tego domu, połączonego ze szkołą, należał wielki ogród kąpielowy, sięgający aż do wody, oddzielający tę część miasta od stałego lądu. Ogród ten otoczony był murem, a prócz tego wewnątrz żywopłotem, utworzonym z krzaków wycinanych w najrozmaitsze figury. W środku był obszerny basen kąpielowy, do której dopływała woda źródlana, otoczona otwartą halą z kolumnami, krużgankami i małymi komnatami. W środku basenu wznosił się słup opatrzony schodami i rękojeściami tak, że można było zejść do wody na dowolną głębokość. Miejsce to zamieszkiwali starzy żydzi, którzy pochodzili od jakiegoś pogardzanego szczepu, czy też sekty, ale byli dobrymi i pobożnymi ludźmi.

 

Wzruszający to był widok, jak Jezus witał przybyłych uczniów. Każdemu po kolei podawał rękę, a oni przebywając z Nim swobodnie, otaczali Go czcią, uważając Go jako nadzwyczajnego, nadnaturalnego człowieka. Cieszyli się niewypowiedzianie, że widzą Go znowu. Jezus nauczał ich długo, a oni znowu opowiadali o swoich wypadkach. Następnie spożyli razem ucztę, składającą się z ptaków, owoców, miodu i ryb, które uczniowie ze sobą przynieśli.

 

Jak uczniowie opowiadali, faryzeusze pociągali ich do odpowidzialności częściowo w Jerozolimie, częściowo w Gennabris i zmuszali ich do zdawania wobec licznego zgromadzenia objaśnień co do osoby Jezusa, Jego nauki i zamiarów, jak również co do ich obcowania z Nim. Nieraz narażeni byli nawet przez to na różne przykrości. Piotrowi, Andrzejowi i Janowi skrępowano nawet raz ręce, oni jednak jednym poruszeniem rozerwali więzy, i to z łatwością, graniczącą z cudem. Wypuszczono ich później skrycie na wolność, a oni powrócili do swych miejsc rodzinnych.

 

Jezus wzywał ich do wytrwania w przeciwnościach, a zarazem zalecał, aby powoli odwykli od zwykłych swych zajęć i rozszerzali w okolicy między ludem Jego naukę. On sam wkrótce do nich przybędzie i po przybyciu do Galilei rozpocznie znowu swą publiczną wędrówkę nauczycielską.

 

Po odejściu uczniów miał Jezus w szkole przy ogrodzie kąpielowym naukę upominającą skierowaną do wielu mężczyzn, kobiet i dzieci. Mówił o Mojżeszu, prorokach i o bliskości Mesjasza. Porównywał to zbliżanie się Mesjasza z suszą w kraju, modlitwą Eliasza o deszcz, z wyłaniającą się chmurą i deszczem, z niej spadającym. Mówił o potrzebie oczyszczenia się wodą, uleczył potem wielu chorych i polecił im udać się po chrzest do Jana. Między innymi uzdrowił kilku chłopców, przyniesionych na łożach. Wielu z nich brał, i trzymając na rękach, zanurzał w wodę, do której wpierw Saturnin nalał z wora innej wody, przez Jezusa pobłogosławionej; obaj uczniowie ich chrzcili. Doroślejsi chłopcy wstępowali sami do wody i trzymając się pala, zanurzali się, i w ten sposób przyjmowali chrzest. Niektóre szczegóły odbywały się tu inaczej niż zwykle. Dorośli musieli stać w pewnej odległości. Trwało to aż do nocy.

 

W naszym życiu przychodzą chwile, kiedy mamy poczucie, że Pan Bóg nie rozumie tego co przeżywamy, lub że wręcz o nas zapomniał. Bywa, że pod wpływem wstrząsu wywołanego trudnymi doświadczeniami zaczynamy chwiać się w wierze. Jednak to właśnie takie doświadczenia są dla Pana Boga szansą umacniania nas. Choć w danym momencie tego nie widzimy, Pan Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. Nasza wiara wzrasta, gdy skupiamy swe serca na Panu Jezusie, gdy ze wszystkich sił staramy się Go naśladować i oczekujemy, że będzie działał  w naszym życiu. Pan Jezus nigdy nas nie zawiedzie.