Gościmy

Odwiedza nas 31 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

 

 

 

 

 

Idąc z Kafarnaum do Betanii, przechodził Jezus z Łazarzem i pięciu uczniami z Jerozolimy przez okolicę Betulii. Do samego miasta Betulii, położonego wyżej, nie wstępowali; droga, którą szli, okrążała miasto, prowadząc do Izrael. Przed Izrael posiadał Łazarz rodzaj gospody z ogrodem, gdzie zatrzymywali się podróżni. Tam poszli uczniowie naprzód i zamówili przekąskę. Gospodą tą zarządzał powiernik Łazarza. Przybywszy tu raniutko, umyli nogi, oczyścili suknie, a posiliwszy się nieco, odpoczęli po trudach. Wyszedłszy z Izrael, przeprawili się przez jakąś rzekę, minęli Scytopolis i Salem, leżące na lewo, i przeszedłszy przez szczyt górski, przybyli nad Jordan. Następnie przeprawili się przez Jordan poniżej Samarii ku południowi. Ponieważ tymczasem noc zapadła, zatrzymali się na spoczynek na nadbrzeżnej wyżynie nad Jordanem, gdzie mieszkali zaufani im pasterze. Przed świtem wyruszyli w dalszą drogę, prowadzącą przez pustkowie Jerychońskie, między miastami Hay i Gilgal. Jezus i Łazarz szli razem, uczniowie zaś poszli naprzód innymi drogami. Przez cały dzień podróżował Jezus z Łazarzem odludnymi pustymi drożynami, nie wstępując do żadnych miejscowości, ani nawet do gospód, których posiadał Łazarz kilka w tej części pustkowia. Na parę godzin drogi przed Betanią rozstał się Łazarz z Jezusem i poszedł naprzód, a Jezus szedł za nim sam powoli.

 

Oprócz Łazarza i pięciu uczniów z Jerozolimy zgromadziło się w Betanii około piętnastu uczniów i stronników Jezusa i siedem niewiast; z mężczyzn byli Saturnin, Nikodem, Józef z Arymatei, jego siostrzeńcy, synowie Symeona, Joanny Chusa, Weroniki i Obeda; z kobiet Weronika, Joanna Chusa, Zuzanna, Maria Marka i wdowa po Obedzie, Marta i jej służąca, roztropna staruszka, jedna z tych, które potem pilnie służyły Panu i uczniom. Wszyscy ci oczekiwali przybycia Jezusa, w ciszy i jakoby w tajemnicy, w wielkim podziemnym sklepieniu zamku Łazarza. Jezus przybył nad wieczorem i wszedł przez tylne drzwiczki do ogrodów. Łazarz wyszedł na Jego spotkanie do przysionka i tu umył Mu nogi. W przysionku znajdowała się zagłębiona sadzawka, do której dopływała woda kanałem z domu. Obecnie napuściła Marta tym kanałem trochę ciepłej i zimnej wody do cysterny; Jezus, siedząc na kraju, włożył nogi do wody, a Łazarz umył je i otarł. Następnie oczyścił Mu suknie, włożył na nogi nowe sandały, a potem podał przekąskę i napój.

 

Teraz udał się z nim Jezus wzdłuż długiej alei do domu i zszedł do podziemia, gdzie oczekiwali Go zgromadzeni. Kobiety nałożyły zaraz zasłony i klęcząc oddały Mu pokłon; mężczyźni schylali się tylko nisko. Jezus pozdrowił zebranych i pobłogosławił, i wnet zabrali się wszyscy do uczty. Niewiasty siedziały ze skrzyżowanymi nogami na poduszkach z jednej strony stołu.

 

Nikodem był nadzwyczaj wzruszony i chciwie słuchał słów Jezusa. Mężczyźni rozmawiali z goryczą o wzięciu Jana do niewoli, na co Jezus im odpowiedział: „Musiało się tak stać i wola Boża jest w tym; nie powinniście mówić o takich rzeczach, aby nie zwracać uwagi wrogów i nie wywoływać niebezpieczeństwa. Gdyby Jana nie usunięto, nie mógłbym Ja teraz tu działać. Kwiecie musi opaść, jeżeli owoc ma dojrzeć."

 

Mówiono także z niechęcią o szpiegostwie i prześladowaniu ze strony Faryzeuszów, a Jezus i w tym nakazał im spokój i umiarkowanie. Żałował nawet Faryzeuszów i opowiedział przy tym przypowieść o niesprawiedliwym włodarzu. Faryzeusze — mówił — są także niesprawiedliwymi włodarzami, ale nie mają tej roztropności co tamten, i dlatego w dniu odrzucenia nie znajdą ochrony.

 

Po uczcie przeszli do innej komnaty, oświeconej lampami. Tu obchodzono szabat, a Jezus modlił się głośno. Rozmawiał potem jeszcze z mężczyznami, a następnie wszyscy udali się na spoczynek.

 


 

 

 

 

 

Gdy cisza już zupełna nastała i wszystko w głębokim śnie było pogrążone, podniósł się Jezus z posłania i niepostrzeżony przez nikogo, poszedł do groty na górę Oliwną, gdzie to w przeddzień Swej strasznej męki, tak gorąco się modlił. I teraz spędził tam wiele godzin na modlitwie, prosząc Ojca swego Niebieskiego o siłę do trudnej pracy. Przed brzaskiem dnia wrócił znowu niepostrzeżenie do Betanii.

 

 16

 

Synowie Obeda, będąc sługami przy świątyni, wrócili teraz z innymi do Jerozolimy; inni goście zachowali się spokojnie w domu, tak że nikt z obcych nie wiedział o obecności Jezusa.

 

Podczas dzisiejszej uczty opowiadał Jezus o swym pobycie u mieszkańców Górnej Galilei, Ameat, Adma i Seleucji. Ponieważ mężczyźni występowali gwałtownie przeciw tym sektom, zganił ich Jezus za tę surowość; przy tym opowiedział przypowieść o człowieku, który w drodze do Jerycha popadł między zbójców i nad którym Samarytanin więcej litości okazał, niż Lewita. Słyszałam już nieraz tę przypowieść z ust Jezusa, lecz za każdym razem tłumaczył ją inaczej. Mówił także Jezus o smutnym losie, jaki czeka Jerozolimę.

 

17

 

W nocy, gdy wszyscy udali się na spoczynek, poszedł Jezus znowu na górę Oliwną, aby się pomodlić w grocie. Podczas modlitwy wylewał rzewne łzy, a serce przepełniała Mu dziwna trwoga i tęsknota. Podobnym był do syna, który, wyruszając na spełnienie wielkich czynów, rzuca się jeszcze w objęcia ojca swego, aby u jego piersi znaleźć pociechę i wzmocnienie. Przewodnik mój mówił mi, że, ilekroć Jezus był w Betanii a znalazł choćby godzinę wolnego czasu, zawsze udawał się tutaj nocą na modlitwę. Było to dla Niego niejako przygotowaniem do ostatniej, pełnej trwogi i dusznej tęsknoty modlitwy, jaką miał tu odprawić. Otrzymałam także wskazówkę, że Jezus głównie dlatego na górze Oliwnej się modlił i smucił, gdyż Adam i Ewa, wypędzeni z raju, tu najpierw stanęli, na tej niegościnnej ziemi. W tej grocie opłakiwali swój los i modlili się. Tu Kain, pracując w ogrodzie na górze Oliwnej, po raz pierwszy popadł w złość i postanowił zabić Abla. Przyszedł mi w tej chwili na myśl Judasz. Bratobójstwa dokonał Kain koło Kalwarii, a tu na górze Oliwnej pociągnął go Bóg do odpowiedzialności. Z brzaskiem dnia znajdował się Jezus znowu w Betanii.

 

Po szabacie stało się to, co było głównym celem przybycia Jezusa do Betanii. Rzecz miała się tak. Święte niewiasty ze smutkiem dowiedziały się, jak wielki niedostatek musiał nieraz cierpieć Jezus z uczniami podczas swoich podróży; szczególnie podczas ostatniej pospiesznej podróży do Tyru Jezusowi tak źle się powodziło, że musiał się żywić wyżebranymi przez Saturnina skórkami chleba, rozmiękczonymi w wodzie. To spowodowało, że niewiasty ofiarowały się Jezusowi urządzić w różnych miejscach gospody i zaopatrzyć takowe we wszystkie potrzebne rzeczy. Jezus przyjął tę propozycję i właśnie dla omówienia z nimi tej sprawy przybył tutaj. Gdy teraz Jezus oświadczył, że odtąd będzie wszędzie publicznie nauczał, ponowiły niewiasty wraz z Łazarzem jeszcze raz tę propozycję co do urządzenia gospód. Było to potrzebne, gdyż szczególniej w miastach, położonych w pobliżu Jerozolimy, Żydzi, podpuszczeni przez Faryzeuszów, nie chcieli Jezusowi i uczniom Jego niczego dostarczać. Omawiano więc teraz tę sprawę. Niewiasty prosiły Pana, aby oznaczył mniej więcej główniejsze miejsca, gdzie będzie się zatrzymywał podczas swych podróży nauczycielskich, tudzież, by podał w przybliżeniu liczbę swych uczniów, aby stosownie do tego obliczyć ilość gospód i oznaczyć wielkość potrzebnych zapasów.

 

Jezus podał mniej więcej kierunek przyszłych podróży nauczycielskich i główniejsze miejsca, gdzie miał się zatrzymywać; postanowiono urządzić około piętnastu gospód i oddać je w zarząd zaufanym ludziom, po części krewnym. Gospody rozrzucone miały być po całym kraju, z wyjątkiem pasa ziemi, ciągnącego się od Chabul aż do Tyru i Sydonu.

 

Potem odbyły niewiasty same między sobą naradę co do tego, jaki obszar ma każda z nich objąć i co do załatwienia poszczególnych spraw, a mianowicie wybrania zarządców gospód, dostarczenia naczyń, kołder, sukien, sandałów itd., czyszczenia i naprawiania sukien, dostarczenia chleba i innych artykułów żywnościowych. Narada odbywała się przed ucztą i podczas tejże; Marta miała w niej żywy udział. Potem miało się odbyć losowanie co do podziału między nie kosztów.

 


 

 

 

 

 

Po uczcie zgromadzili się potajemnie w wielkiej komnacie Jezus, Łazarz, jego przyjaciele i niewiasty. W jednej stronie komnaty stało na podwyższeniu siedzenie, na którym siedział Jezus, wkoło Niego zaś stali lub siedzieli mężczyźni; niewiasty zaś siedziały po drugiej stronie sali na estradzie, wysłanej kobiercami i poduszkami. Jezus nauczał o wielkim miłosierdziu Boga dla swego wybranego ludu, o tym, jak posyłał jednego proroka po drugim, lecz wszystkich nie poznano i źle się z nimi obchodzono. Zbliża się teraz ostatni czas łaski, lecz i z tego nie skorzysta ten naród i Jego naukę odrzuci. Dłuższy czas nauczał o tym Jezus, a wreszcie na prośby obecnych opowiedział im stosowną do tej nauki przypowieść o królu, który wysłał syna własnego do swej winnicy, gdzie najemnicy winnicy pozabijali wysłane przedtem sługi, i jak ci zabili także i syna królewskiego.

 

18

 

Przy końcu nauki wyszło kilku mężczyzn z domu, a z pozostałymi chodził Jezus po sali. Wtedy Marta, która na przemian odchodziła i wracała do niewiast, zbliżyła się do Niego i zaczęła z Nim rozmowę o swój siostrze Magdalenie, o której otrzymała wiadomości przez Weronikę i jak wielką przejęta była troską.

 

Podczas gdy Jezus przechadzał się po sali z mężczyznami, siedziały niewiasty osobno, zajęte rodzajem gry losowej, za pomocą której chciały rozdzielić między siebie poszczególne zajęcia w sprawie urządzenia gospód. Między grającymi stała na podwyższeniu tabliczka, a raczej skrzynka na kółkach, wysoka na dwa cale w kształcie pięciokątnej gwiazdy. Skrzyneczka ta była przykryta, wewnątrz pusta, tylko podzielona na mnóstwo przegródek. Z wierzchu na przykrywie, wyżłobionych było pięć bruzd, biegnących od każdego z pięciu kątów do środka; między bruzdami wywiercone były tu i ówdzie małe otworki. Każda z grających miała przy sobie sznury pereł i drobne klejnoty, te mieszano razem i każda po kolei kładła je w jedną z bruzd. Następnie położywszy u wylotu bruzdy małą strzelbę, wypuszczała z niej strzałę ku najbliższej perle; ta, trafiona, poruszała całą kupkę klejnotów, skutkiem czego rozsypywały się one po pokrywie i albo toczyły się w inne bruzdy, albo wpadały przez otwory do środka skrzynki. Gdy wszystkie perły w ten sposób wyrzucono z bruzd, wstrząsano potem skrzynką, przez co perły i kamyki, znajdujące się w środku, wpadały do poszczególnych przedziałek. Każda z niewiast miała swoją przedziałkę; przedziałki te można było z brzegu skrzynki wyjmować. Każda więc z niewiast wyjmowała swoją przegródkę i patrzała, jaki los jej przypadł i ile straciła ze swych klejnotów. Wdowa po Obedzie straciła dopiero niedawno małżonka i jeszcze nosiła po nim żałobę. Jeszcze przed chrztem był jej mąż wspólnie z Jezusem u Łazarza.

 

Podczas tej gry zagubiły święte niewiasty bardzo kosztowną perłę, która upadła pomiędzy nimi na ziemię. Uprzątnęły więc wszystko, szukając zguby z wielką gorliwością, i znalazły ją wreszcie ku wielkiej swej uciesze. Wtedy Jezus przystąpiwszy, opowiedział im przypowieść o zagubionej drachmie i radości z odnalezienia jej. Zagubioną i po długim szukaniu znalezioną perłę porównał Jezus z Magdaleną; nazwał ją perłą kosztowniejszą, niż wiele innych — perłą, która upadła z tablicy losowej świętej miłości na ziemię i zginęła. Jaką radością — rzekł — napełniłoby was odnalezienie tej kosztownej perły! Wzruszone niewiasty spytały Go: „Ach Panie, czy odnajdzie się kiedy ta perła?". Na co Jezus odrzekł im: „Pilniej musicie szukać za nią, niż niewiasta w przypowieści szukała za zgubioną drachmą, lub pasterz za owieczką." Wszyscy, głęboko przejęci tymi słowami, przyrzekli gorliwiej szukać za Magdaleną, niż za perłą i więcej cieszyć się z jej odnalezienia. Niektóre z niewiast prosiły Pana, by przyjął w poczet swych uczniów młodzieńca z Samarii, który po Wielkiejnocy prosił Go o to na drodze w Samarii. Mówiąc to, wychwalały wielką cnotę i głęboką wiedzę tego młodzieńca, który — o ile mi się zdaje — był krewnym jednej z nich. Jezus odrzekł na to, że wątpi bardzo, aby ów młodzieniec przystał do Niego, gdyż jest częściowo zaślepiony, to znaczy, że za wielką wagę przywiązuje do swych posiadłości.

 

Wieczorem wielu mężczyzn i kobiet poczyniło już przygotowania do drogi do Betoron, gdzie Jezus następnego dnia chciał nauczać. Jezus był znowu potajemnie na górze Oliwnej i modlił się tam z wielką gorliwością, a potem wyruszył z Łazarzem i Saturninem do Betoron, oddalonego stąd o sześć godzin drogi. Była właśnie godzina pierwsza po północy. Gdy przeszli przez pustynię i byli tylko o dwie godziny drogi oddaleni od Betoron, wyszli naprzeciw nich wezwani tam uczniowie, którzy przybyli tam już dzień przedtem i zatrzymali się w gospodzie pod miastem. Byli to Piotr, Andrzej i jego brat przyrodni Jonatan, Jakub Młodszy, Jan, Jakub Starszy i Juda Tadeusz (ten ostatni przyszedł po raz pierwszy) następnie Filip, Natanael Chased, oblubieniec z Kany i jeden czy dwóch synów wdów. Jezus spoczywał z nimi długo na pustyni pod drzewem i nauczał. Po raz drugi mówił im przypowieść o właścicielu winnicy, który posyła swego syna. Następnie poszli razem do gospody i prosili się. O posiłek starał się Saturnin, który otrzymał na to od niewiast woreczek pieniędzy.

 

Musimy zaakceptować swoje codzienne życie. To, by nie dziwić się temu, że natychmiast po powrocie z kościoła spada na nas całe mnóstwo problemów, że bliscy nie potrafią kochać jak Pan Bóg, że nasze potrzeby religijne nie u wszystkich spotykają się ze zrozumieniem; słowem, że cały świat ma co innego do roboty niż stwarzać nam warunki do modlitwy i kontemplacji Pana Boga. Uwierzmy, że Jezus jest Panem całej naszej rzeczywistości, że jest w niej obecny, że może nas w niej prowadzić. W przeciwnym razie będziemy żyć od rekolekcji do rekolekcji, od nabożeństwa do nabożeństwa, od pielgrzymki do pielgrzymki, zapominając o Panu Jezusie, który czeka także na zwykłych drogach naszego codziennego życia, tam, gdzie nas postawił.