Menu

Gościmy

Odwiedza nas 14 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

 

 

 

 

W bok od drogi, zobaczyli nasi podróżni, odbywając dalszą podróż nocą, małe migocące światełko. Wisiało ono na drzewie obok chaty, należącej do zgrai rozbójników, aby zwabić tamże nic nie przeczuwających podróżnych. Droga była miejscami przekopana, a nad wykopami porozciągane były sznury z małymi dzwonkami, które informowały, skoro jaki podróżny przypadkiem o taki sznur zawadził.


Toteż widziałam, jak nagle jakiś człowiek, wyskoczywszy z pięciu towarzyszami z zasadzki, otoczył Świętą Rodzinę. Przyszli wprawdzie ci rozbójnicy w złym zamiarze, ale skoro zobaczyli Dziecię, widziałam, że błyszczący promień łaski jakby strzałą przeszył serce ich naczelnika, który też zaraz zmiękł i nakazał swym towarzyszom, aby tym ludziom dali spokój i nie czynili im żadnej przykrości. Błyszczący ten promień widziała również i Maryja. Rozbójnik przyprowadził Świętą Rodzinę do swojej zagrody i opowiedział żonie, jak silnego doznał wzruszenia. Ludzie ci, chociaż to nie było w ich zwyczaju, byli z początku pełni jakiejś trwogi i nieśmiałości, dopiero po niejakim czasie zaczęli z wolna przybliżać się i ze wszystkich stron przypatrywać Świętej Rodzinie, która zmęczona, usiadła w kąciku na ziemi.

 

Mężczyźni chodzili tam i z powrotem, a gospodyni przyniosła Maryi bochenki chleba, owoce, plastry miodu i puchar z napojem. Również i osiołek został umieszczony pod dachem. Gospodyni przyrządziła tymczasem dla Maryi małą izdebkę i przyniosła niecułeczki z wodą, aby wykąpała Dzieciątko Jezus, a nadto wysuszyła Jej pieluszki przy ogniu. Zbójca zaś, na widok Dzieciątka Jezus, bardzo wzruszony, w te do żony odezwał się słowa: “To hebrajskie dziecko — jakieś niezwykłe, proś jego matki, czy nie pozwoliłaby nam wodą, w której się kąpało, umyć naszego trądem pokrytego syna; może by mu to pomogło". Gdy żona chciała tę prośbę przedłożyć Najświętszej Pannie, nie rzekła jeszcze słowa, gdy Maryja skinęła na nią, aby w wodzie, w której kąpało się Dzieciątko Jezus, a która teraz była o wiele czystszą, niż przedtem, wykąpała swego trędowatego synka.

 

Chłopczyna miał koło trzech lat, ale wskutek trądu nie mógł się prawie ruszać. Przyniesiono go na rękach, zanurzono w wodzie i o dziwo! gdzie tylko ciało się zanurzało, zaraz trąd całymi płatami opadał na dno niecułki. I tak synek zbójcy stał się czysty i zdrowy. Matka jego nie posiadała się z radości, chciała nawet Maryję i Dzieciątko uściskać, Maryja jednak zatrzymała ją ręką, nie pozwalając ani siebie ani Dziecięcia dotknąć; kazała jej tylko wykopać, aż do skały głęboką studnię i wlać w nią tę wodę, a wtedy będzie jej mogła zawsze do podobnych używać celów.

 

Maryja rozmawiała z nią dłużej i otrzymała od niej przyrzeczenie, że przy najbliższej sposobności opuści miejsce dotychczasowego pobytu. Wszyscy ludzie byli bardzo uprzejmi i stanąwszy wokoło, z podziwem przypatrywali się Świętej Rodzinie. W nocy powrócili inni członkowie tej zgrai zbójeckiej, którym zaraz opowiedziano o wyzdrowieniu chłopczyka. Dziwnym było, że zbójcy wobec Świętej Rodziny tak uprzejmie się zachowywali, zwłaszcza że tej samej nocy wiele innych ludzi, światełkiem do chaty zwabionych, chwytali i zapędzali głęboko w las do wielkiej jaskini, która była właściwą ich kryjówką. Z wierzchu była cała zarośnięta a wejście do niej było ukryte. Wszystkiego było tam pod dostatkiem: sukni, dywanów, mięsa, kóz, owiec i wiele innych zagrabionych rzeczy. Widziałam także uprowadzonych chłopców w wieku od siedmiu do ośmiu lat, strzeżonych przez starą kobietę, która gospodarzyła w tej wielkiej jaskini.


Maryja nie spała, tylko siedziała cicho na posłaniu rozłożonym na ziemi.


Z brzaskiem dnia wyruszyła Święta Rodzina w dalszą drogę. Rozbójnicy i żona zbójcy chętnie by Ją byli dłużej przy sobie zatrzymali; zaopatrzyli Ją w żywność i odprowadzili obok wykopów aż na drogę dobrą.