Menu

Gościmy

Odwiedza nas 50 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

 

 

Widziałam, że Symeon, po swym powrocie do świątyni, zachorował w domu. Na łożu dawał ostatnie napomnienia żonie i synom, i dzielił się z nimi swą radością, a wreszcie widziałam, że umierał.

 

82

 

Koło niego było wielu sędziwych kapłanów i Żydów, którzy się modlili.


Gdy umarł, przeniesiono zwłoki na inne miejsce, gdzie je obmyto, nie zdejmując szat. Leżał na desce z otworami nad miedzianym wątorem, do którego woda spływała, a myto go pod płótnem nad nim rozpiętym. Potem obłożono go kwiatami i krzewami ziół i owinięto w szerokie płótno jak dziecko w pieluchy. Zwłoki były tak wytężone i wyprostowane, iż zdawało mi się prawie, że jest poowijany na desce.

Wieczorem pogrzebano go. Sześciu ludzi niosło go ze światłami na marach z niską łukową poręczą do grobowca wydrążonego, w pagórku, niedaleko świątyni. Grobowiec miał skośnie leżące drzwi, a ściany jego były ozdobione gwiazdami i figurami, jak cela Najświętszej Panny przy świątyni. Było to zdobnictwo, jakie stosowano także w pierwszym klasztorze św. Benedykta. Zwłoki złożono na ziemi w środku małej groty, tak że można było obejść je wokoło.

Potem był jeszcze obrzęd i nakładli około zwłok różne rzeczy, zdaje mi się: monety, kamyki, placki. Lecz nie wiem tego dokładnie. Symeon spokrewniony był z Weroniką, a przez jej ojca z Zachariaszem. Synowie jego byli w usłudze przy świątyni, i byli zawsze ukrytymi przyjaciółmi Jezusa i Jego zwolenników, zostali Jego uczniami w części przed, w części po Jego wniebowstąpieniu. W czasie pierwszych prześladowań wiele dobrego uczynili dla gminy wiernych.

 

Pan Bóg rozumie głębię naszego bólu po utracie bliskiej osoby i obiecuje, że podnosząc ku Niemu z wiarą zapłakane oczy, doświadczymy Jego pociechy. Spotkamy się z naszymi bliskimi, którzy odeszli. Ból może trwać jeszcze długo, nawet do końca życia, które nigdy już nie będzie takie samo. Z nową tęsknotą oczekujemy teraz powtórnego przyjścia Pana Chrystusa. Nie kojarzy nam się ono ze spotkaniem z utraconymi bliskimi ludźmi, z którymi nic już odtąd nie zdoła nas odłączyć. Wtedy nasz smutek przemieni się w radość.