Widziałam Zachariasza mówiącego do Elżbiety, że jest przepełniony smutkiem, ponieważ zbliża się czas, iż musi iść na ofiarę do świątyni, gdzie, wskutek niepłodności, z pogardą na niego spoglądać będą. Zachariasz szedł dwa razy w roku do Świątyni. Nie mieszkał on w samym Hebron, lecz w Jucie, oddalonej mniej więcej o kwadrans drogi od Hebron. Pomiędzy obiema miejscowościami leżały jeszcze zapadłe mury, tak iż można było sądzić, że niegdyś były ze sobą złączone. Po innych stronach Hebron leżało jeszcze więcej podobnych szczątków dawnego Hebron, które było niegdyś wielkie jak Jerozolima. W Hebron mieszkali podrzędniejsi, w Jucie przedniejsi kapłani, a Zachariasz był jakoby przewodniczącym wszystkich. Tak jego, jak i Elżbietę niezmiernie tam czczono, ponieważ oboje pochodzili w prostej linii z rodziców pokolenia Aaronowego.


Widziałam Zachariasza schodzącego się z licznymi innymi mieszkańcami tej okolicy na małej majętności, którą w okolicy Juty posiadał, a która składała się z ogrodu z altanami, z domu i studni. Podczas nawiedzenia Maryi również tam był ze świętą rodziną. Nauczał i modlił się z ludźmi, jakby przygotowując się na uroczystość. Mówił im też o swoim wielkim smutku i że mu się wydaje, iż mu się coś wydarzy.


Widziałam go idącego w towarzystwie tych ludzi do Jerozolimy, widziałam też, że tutaj jeszcze 4 dni czekać musiał, zanim na niego kolej ofiarowania przyszła. Modlił się aż do tego czasu w przodu  świątyni. Lecz gdy na niego przyszła kolej, wszedł do miejsca świętego, znajdującego się przed wejściem do miejsca najświętszego. Odkryto zasłonę u góry nad ołtarzem kadzenia, tak że gołe niebo widzieć było można. Ofiarującego kapłana nie można było widzieć z dworu, była bowiem przegroda; za to wznoszący się dym można było widzieć. Zdawało się, jakoby Zachariasz mówił do innych kapłanów, iż sam pozostać musi, albowiem widziałam tychże znowu wychodzących z miejsca świętego. Zachariasz udał się do miejsca najświętszego, gdzie ciemno było, i zdawało mi się, jakoby przyniósł tablice, zawierające przykazania i położył je na złoty ołtarz kadzenia. Gdy zapalił ofiarę kadzenia, widziałam po prawej stronie ołtarza blask na niego zstępujący, a w nim jaśniejące postacie. Zachariasz, odstąpiwszy zatrwożony, upadł jakby w zachwyceniu, na prawą stronę ołtarza. Anioł podniósł go, rozmawiał z nim, a Zachariasz odpowiadał. Widziałam z nieba jakby drabinę do niego prowadzącą, i że dwaj aniołowie po niej do niego schodzili i znowu wchodzili. Jeden z nich wziął coś od niego, zaś drugi włożył w jego bok, jakieś jaśniejące, małe ciało, i to tam, gdzie Zachariasz rozpiął szatę swą. Zaniemówił. Widziałam, iż zanim wyszedł z miejsca świętego, napisał coś na leżącej tamże tabliczce i wysłał ją najpierw do Elżbiety, która o tej samej godzinie także widzenie miała.


Widziałam lud wzruszony i niespokojny, iż Zachariasz tak długo z miejsca świętego nie wychodził; już chciano drzwi gwałtem otworzyć. On zaś, zaniósłszy tablicę z powrotem do Arki, wyszedł. Nalegano nań, iżby powiedział, dlaczego tak długo w miejscu świętym pozostawał. Chciał mówić, lecz nie mógł i dawał znaki, że zaniemówił, a potem odszedł. Był on sędziwy, wysoki i bardzo majestatycznej postaci.

 

Warto zapytać Pana Boga, w jaki sposób pragnie nas zaskoczyć. Czy przychodzą nam na myśl osoby lub sytuacje, z którymi Pan Bóg nie powinien mieć nic wspólnego? Bądźmy czujni! A może Pan Bóg pragnie uzdolnić nas do miłości wobec tej osoby, która jest nam teraz solą w oku? Może chce dokonać cudu uzdrowienia czy nawrócenia w odpowiedzi na naszą modlitwę? Może zamierza uczynić kogoś z nas narzędziem swojego pokoju tam, gdzie panuje chaos i niezgoda.