Widziałam wielką uroczystość w domu Anny. Wszystko było uprzątnięte. W przedniej części domu usunięto plecione ściany i urządzono wielką salę. Naokoło stał wielki, niski stół, a na nim nakrycia, lecz potraw jeszcze nie było. Na środku sali stał ołtarz, jako też postument, na który złożono rolki. Na ołtarzu była mała, na kształt kopanki wydrążona kołyska, biało i czerwono wyplatana, wyłożona błękitnym pokryciem. Byli tam obecni kapłani z Nazaretu w szatach urzędowych, a jeden z nich odróżniał się wspanialszym strojem. Kilka niewiast  spokrewnionych z Anną uczestniczyło także w szatach świątecznych. Widziałam tam: Anny najstarszą córkę Marię Heli, żonę Kleofasa, i siostrę Anny z Zeforys i inne, także kilku krewnych Joachima. Anna była na nogach, lecz nie pokazała się, była w swej komnacie za ogniskiem. Enue, siostra Elżbiety, wyniósłszy dziecię Maryję, owinięte w czerwoną i biało przezroczystą materię aż pod ramionka, podała Joachimowi.

 

Kapłani, przystąpiwszy do ołtarza, przy czym najwyższemu niesiono powłokę, modlili się z rolek. Joachim podał pierwszemu kapłanowi dziecię na ręce, a ten, podniósłszy je w górę, modlił się i położył je do koszyczka na ołtarz. Potem wziąwszy szczypce, przy których końcu było pudełeczko, tak iż to, co ucięto, w nie się wciskało, jak u szczypiec do świecy, uciął dziecku nieco włosów z obydwu stron i ze środka głowy i w naczyniu do węgli spalił je. Potem wziął puszkę z olejem i nacierając wielkim palcem, namaścił nim dziecku pięć zmysłów: uszy, oczy, nos, usta i dołek sercowy. Także napisał imię Maryja na pergaminie i położył go dziecku na piersi. Potem oddał Joachim Maryję w ręce Enue, która ją zaniosła Annie. Niewiasty stały w głębi. Śpiewano jeszcze psalmy.

 

Widziałam tym razem rozmaite naczynia, na które kiedy indziej nie zwracałam uwagi. Na stole stały naczynia zupełnie lekkie, u góry przedziurawione, sądzę że były to koszyki do kwiatów. Widziałam na bocznym stoliku wiele białych pręcików, jakby z kości, także łyżki. Również wygięte trzciny leżały na stole. Nie wiem, do czego tychże używano. Samej uczcie nie przypatrywałam się dłużej.

 

Chrzest jest dopiero początkiem życia pod natchnieniem Pana Ducha Świętego. Sakrament ten otwiera przed nami możliwość poznawania Pana Jezusa i życia mocą Jego zmartwychwstania – możliwość, którą może dać jedynie Pan Duch Święty. Tylko On może doprowadzić nas do spotkania z żywym Panem Jezusem. Tylko On może nas uczynić nowym stworzeniem, przybranymi dziećmi Pana Boga, uczestnikami Boskiej natury, członkami Ciała Pana Chrystusa, Jego współdziedzicami i świątyniami Pana Ducha Świętego. Doceńmy wartość naszego chrztu!