Menu

Gościmy

Odwiedza nas 11 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

 

Jezus opuścił miejscowość cłową po całonocnej tamże nauce. Wielu z celników chciało obdarzyć Go podarunkami, ale On nic nie przyjął. Niektórzy z nich poszli za Nim; chcieli iść z Nim do chrztu. Przechodził tego dnia przez okolicę koło Dotaim obok domu obłąkanych, gdzie za pierwszym wyjściem z Nazaretu uspokoił szalonych i opętanych. Gdy tamtędy przechodził, wywoływali Jego imię i gwałtem domagali się wypuszczenia. Jezus więc rozkazał dozorcom wypuścić ich — On sam będzie za wszystko odpowiadał. Gdy ich wypuszczono, zaraz się uspokoili, zostali bowiem uzdrowieni i poszli za Nim.

 

Pod wieczór przybył Jezus do Kislot, miasta leżącego u stóp góry Tabor, przeważnie przez faryzeuszy zamieszkałego. Słyszeli oni o Nim i gorszyli się z tego, że za Nim postępowali celnicy, których oni uważali za zbrodniarzy, znani już opętańcy i wiele innego ludu. Poszedł do szkoły i uczył o chrzcie Jana, a zwracając się do swoich towarzyszy, przestrzegał ich, aby się dobrze zastanowili, nim pójdą za Nim, czy potrafią to wszystko wykonać; niech nie myślą, iż ścieżka, którą On idzie jest wygodna. Opowiadał im także kilka przypowieści o budowaniu. Jeżeli sobie kto chce gdzie wybudować dom, to musi się także zastanowić i obmyśleć, czy właściciel ziemi go tam ścierpi; dlatego muszą się najpierw pojednać i czynić pokutę; a jeżeli znów kto chce budować wieżę, to musi najpierw koszta obliczyć. Uczył wiele jeszcze takich rzeczy, które się nie podobały faryzeuszom. Dlatego nie tyle słuchali, ile raczej pilnowali Go; widziałam, jak między sobą układali, aby na cześć Jego wyprawić ucztę i podczas niej podchwytywać Go w mowie.


W rzeczy samej urządzili Mu wielką ucztę w publicznym budynku. Stały tam trzy stoły obok siebie; na prawo i na lewo były zapalone lampy, a nad środkowym stołem, przy którym siedział Jezus, kilku Jego uczniów i faryzeusze, znajdował się zwykły otwór w powale; przy obydwóch bocznych stołach siedzieli towarzysze Jezusa. Widocznie w tym mieście panowała dawna gościnność, że jeżeli wyprawiano obcemu ucztę, — spraszano również i ubogich, z których wielu, zupełnie zapomnianych, żyło w mieście; albowiem Jezus, gdy zasiadł do stołu, zaraz zapytał faryzeuszów, gdzie są ubodzy, i czy to oni nie mają prawa, aby wziąć w uczcie udział?

 

Faryzeusze byli zakłopotani i tłumaczyli się, że to już od dawna wyszło ze zwyczaju, więc Jezus posłał swoich uczniów: Arastarię, Koharię, synów Marahy, Kolaję, syna wdowy Seby, aby z miasta sprowadzili tutaj ubogich. Faryzeusze wielce się nad tym zgorszyli, a w mieście sprawiło to wielkie wrażenie. Wielu bowiem ubogich leżało już i zasypiało, i widziałam, jak uczniowie kazali im wstawać z łóżek. Sceny te w chatach i norach przedstawiały mi się bardzo pociesznie. Ubodzy przybyli. Jezus i uczniowie Jego przyjęli ich i posługiwali im, a potem miał Jezus bardzo piękną naukę.

 

5

 

Faryzeusze byli bardzo rozgoryczeni, ale nie mogli nic uczynić, bo Jezus miał słuszność, a lud w ogóle był z tego zadowolony; słowem był wielki rozruch w mieście. Po skończonej uczcie zabrali sobie ubodzy jeszcze resztki jedzenia do domu, a Jezus, pobłogosławiwszy im pokarmy i pomodliwszy się z nimi, wezwał ich do przyjęcia chrztu z rąk Jana.


Dłużej nie chciał się jednak zatrzymywać w mieście i dlatego w nocy wyszedł stamtąd ze Swoimi uczniami. Wielu z Jego otoczenia pozostało, wskutek poprzedniego upomnienia, inni zaś poszli przygotować się do chrztu Jana.

 

Zanieśmy do Pana Jezusa nasze lęki i prośmy, aby nas oświecił, przemieniał nasze serca, abyśmy bali się tylko tego, co może stanowić w nas przeszkodę dla naszej miłości. Czy obawiamy się tego, co powiedzą o nas inni, jeśli szczerze przyznamy się do wiary lub oprzemy się mentalności świata? Czy boimy się utraty swego stanowiska, swojej pozycji? Czy boimy się komuś przebaczyć, z góry zakładając, że jego skrucha jest nieszczera? Czy boimy się zaproponować inny niż dotąd sposób działania, wskazać nowy kierunek lub podjąć ryzyko posługi, w której nie czujemy się absolutnie pewni? Czy też może boimy się zasmucić Ojca? Boimy się roztrwonić dary i talenty, którymi On nas obdarzył? Boimy się, że zaczniemy traktować swoich najbliższych jak swoją własność? Boimy się zaniedbać dawania świadectwa o Bożej miłości, pozbawiając kogoś szansy spotkania z miłującym Panem?