Menu

Gościmy

Odwiedza nas 5 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

 

Rano udał się Jezus do synagogi, gdzie było zebranych wiele ludzi. Uczył o chrzcie i o Mesjaszu i zapowiadał im, iż wielu nie zechce Go poznać. Najostrzej zaś zarzucał im ich przesądne i uporczywe obstawanie przy starych, czczych zwyczajach i podaniach. Wszyscy zdawali się być dobroduszni i słuchali Go chętnie. Potem kazał się Jezus przełożonym synagogi zaprowadzić do kilku chorych; nie uleczył jednak żadnego, bo przedtem już zapowiedział Eliudowi i swoim pięciu uczniom, że w okolicy Jeruzalem przed chrztem nikogo uzdrawiać nie będzie. Byli to po największej części chorzy na wodną puchlinę, paralitycy i słabe niewiasty. Każdemu z osobna doradzał, żeby się w duchowy sposób odradzali, bo po największej części ich choroby są karą za popełnione występki. Niektórym zaś zalecał, by się poszli oczyścić i chrzest przyjęli.


W gospodzie wyprawiano jeszcze ucztę, na której znajdowało się wielu okolicznych mieszkańców. Przed ucztą rozmawiano o Herodzie, o jego niegodnym związku, ganiono go ze wszystkich stron i zapytywano Jezusa o zdanie o nim. Jezus karcił surowo jego postępowanie, lecz również nadmienił, że należy raczej siebie, aniżeli innych sądzić i potępiać i gromił ostro grzechy krwi.


W miejscowości tej było również wielu grzeszników, a Jezus zwracał się do każdego z osobna i wyrzucał im w cztery oczy grzechy ich i występne życie, innym zaś wyjawiał ich tajemne przestępstwa w małżeństwie, a ci skruszeni, przyrzekali pokutę. Stąd udał się w stronę Betanii, odległej o dobre sześć mil, wracając na powrót w góry. O tej porze panuje w tym kraju zima, powietrze jest więc posępne i mgliste, a w nocy dotkliwe przymrozki. Jezus otulił głowę chustą i spieszył w stronę wschodnią.


Widziałam Maryję i cztery święte niewiasty, idące drogą niedaleko od Tyberiady. Prowadzi ich dwóch służących. Jeden z nich idzie naprzód, a drugi na końcu; obydwaj niosą tłumoki podróżne, przewieszone na piersiach i na plecach, i mają laskę w ręce. Między nimi widać Joannę Chusa, Marię Kleofasową, jedną z trzech wdów i Marię Salome. One również spieszą do Betanii, lecz idą zwykle drogą koło Sychar, które zostaje po lewej ręce; Jezus zaś zostawił je po stronie prawej.

 

Święte niewiasty idą jedna za drugą o kilka kroków i stąpają uważnie, bo drogi tamtejsze dla pieszych są wąskie i po większej części nierówne; wyjątek w tym względzie stanowią szerokie gościńce. Idą żwawo i nie chwieją się tak, jak u nas ludzie podczas dalszej drogi, zapewne dlatego, że od samej młodości przywykły do dłuższych pieszych podróży. Płaszcze podróżne mają podniesione aż do połowy goleni, żeby im było lżej iść, nogi od pasa aż do kostki owinięte taśmą, a na nogach mają duże, wykładane sandały. Na głowie noszą zasłony, które ściągają koło szyi dość długą i wąską chusteczką. Ta chusta skrzyżowana na piersiach, obiega plecy i dochodzi aż do pasa. W tę przepaskę kładą na przemianę jedną lub drugą rękę. Mężczyzna, przodem idący, toruje drogę, otwiera płoty, usuwa z drogi kamienie i inne przeszkody, kładzie kładki — słowem, spełnia, co potrzeba dla ułatwienia podróży, jak również ma obowiązek wyszukania i zamawiania gospody. Służący, zamykający pochód, przywraca znów wszystko do poprzedniego porządku.


Pan Bóg pragnie, abyśmy znali Jego zamiar doprowadzenia do końca wszystkiego, co w nas rozpoczął. Chce udzielać nam zrozumienia i wyczucia, abyśmy świadomie decydowali się iść za Nim, otwarci na jego objawienie i łaskę. On obdarzył nas intelektem, emocjami i wolą, abyśmy mogli przybliżyć się do Niego i służyć Mu całym swoim sercem. Rozważając Jego słowo na modlitwie, zaczynamy rozumieć i utwierdzać się w tym, że On naprawdę jest godzien naszego zaufania. Bądźmy pewni: czas spędzony przy Panu Bogu nigdy nie jest czasem straconym.