Gościmy

Odwiedza nas 17 gości oraz 0 użytkowników.

Licznik odwiedzin

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Świątobliwy opat Eliasz zwykł mawiać: „Trzy są rzeczy, których się obawiam. Po pierwsze, lękam się chwili, w której dusza opuści me ciało; po drugie, chwili, w której zmuszony będę stanąć przed trybunałem Bożym, po trzecie zaś chwili, w której przekazany mi zostanie wyrok“.


Jeśli zwykłemu przestępcy tak trudno stanąć przed zwykłą ławą sędziowską, jakże dygotać musi biedna dusza, znajdując się w obecności pana Boga, surowego i wszechwiedzącego Sędziego, wymagającego jak najdokładniejszego zdania sprawy ze wszystkich jej dawniejszych myśli, słów, czynów i uchybień. Odsłonięte zostaną nie tylko nasze niecne uczynki, myśli, słowa i posunięcia, ale i nasze skłonności, co najstraszliwszym stanie się pręgierzem. Nie zaprzeczymy przecież, że jesteśmy od nich wolni, bo czyż nigdy nie ulegaliśmy gniewowi, zniecierpliwieniu, mściwości, nienawiści, zazdrości, pysze, próżności, pożądaniu, opieszałości, chciwości, miłości własnej, tchórzostwu, przywiązaniu do świata doczesnego i innym słabościom? Te i inne złe skłonności wżarły się w nasze dusze i zniekształcają ją tak dalece, że po śmierci przerazimy się tym widokiem i ogromne wstydzić się będziemy owych plam brudu.


Zastanówmy się także jak przyjmie nas twój Sędzia, gdy pojawimy się przed Nim nie tylko obarczeni niezliczoną ilością grzechów, ale i brudni nie do opisania. Będziemy stać przed Nim niemiłosiernie zawstydzeni, nie wiedząc, gdzie oczy podziać. Pod naszymi stopami rozciągać się będzie piekło, a nad sobą będziemy mieć gniewne oblicze Sędziego. Obok siebie zobaczymy demony, czekające tam by nas oskarżać. Dźwigać zaś będziemy wszystkie nasze grzechy i występki. Nie zdołamy się skryć, a trudno nam będzie znieść tę nagość.


Ażeby przygotować nas na to swoje przyjście, Pan Jezus ześle nam wiele strasznych znaków, przypominających, iż winniśmy odejść od życia w grzechu. Sam tak je zapowiedział: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem dni owe będą czasem ucisku, jakiego nie było od początku stworzenia Bożego aż dotąd i nigdy nie będzie. I gdyby Pan nie skrócił owych dni, nikt by nie ocalał“. Cóż za przerażająca zapowiedź! Znaków tych z każdym dniem będzie przybywać. Potem jak utrzymuje św. Hieronim, niebo zasnują ciężkie chmury i zerwie się straszliwa burza. Wicher zwalać z nóg będzie ludzi i ciskać ich w powietrze; drzewa wyrwie z korzeniami, a domy pozbawi dachów. Przez nieboskłon przetoczą się długotrwałe grzmoty, a błyskawice, niczym ogniste węże o rozwidlonych językach, rozświetlą mrok, igrając nad siedliskami rodzaju człowieczego i niecąc powszechną pożogę, pośród huku gromów. Wody oceanów tak bardzo się wzburzą, że fale dorównywać będą górom, piętrząc się niemal po chmury. Ten ryk wściekłej burzy czas jakiś dawać się będzie wszystkim we znaki. Cała zwierzyna ziemska włączy się w ów zgiełk; rozpaczliwe wycie wypełni powietrze tak, że serca ludzkie zamrą ze strachu.


Ale to dopiero początek boleści, powiada Pan. To, co zdarzy się później, opisuje On następującymi słowy; „Zaraz też po ucisku owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku; gwiazdy zaczną padać z nieba i moce niebios zostaną wstrząśnięte“.


To zaćmienie nastąpi w środku dnia. A skoro złociste promienie, dodając blasku naturze, cieszą ludzi i zwierzęta, nagłe ich zniknięcie pogłębi smutek i rozpacz całego stworzenia. Co więcej, również księżyc przestanie darzyć nas swą łagodną poświatą, rozjaśniającą mroki nocy. Wszystkie gwiazdy, dotąd iskrzące się na firmamencie, znikną z przypisanych im miejsc. Owa straszna ciemność wywoła w sercach wszystkich żywych istot, ludzi i bydlątek, tak wielki popłoch i strach, że powszechnym lamentem nie będzie końca. Z zawodzeniem mieszkańców naszego świata mieszać się będzie w upiornej symfonii wycie złych duchów, pojmujących dzięki owym znakom, że blisko jest Dzień Sądu, kiedy to przyjdzie im stanąć przed srogim trybunałem Bożym; świadome będą, że na wieczność strącone zostaną w czeluście piekielne. Stąd ich furia, ich gniew i szaleńcze wrzaski.


Tu możemy powtórzyć za Panem Jezusem: „To jest początek boleści“, dodając, że nie będzie jej końca. Kiedy zapadnie owa przerażająca ciemność, wszystko pogrąży się w chaosie i uwolnią się żywioły, a ludzie lękać się będą, iż niebo runie, a ziemia zapadnie się pod ich stopami. To właśnie ma na myśli Pan Jezus, mówiąc: „Gwiazdy zaczną padać z nieba i moce niebios zostaną wstrząśnięte“. Bowiem zgodnie z wolą Pana Boga, cały firmament usiany gwiazdami, słońce i wszystkie planety – a więc i atmosferę, i okrywającą nas zasłonę chmur – przeniknie tak potężny wstrząs wprawiający je w nieustanne drżenie, że wszędzie słychać będzie łoskot i potworne eksplozje. Planety opuszczą swe orbity i ścierać się poczną niepojęte moce niebios. Nikt nie pospieszy z pomocą bliźniemu, nikt nie zamieni z bliźnim nawet słowa; ludzie zjednoczą się w płaczu i łkaniu i pospieszą skryć się w najciemniejszych pieczarach.


Przez jakiś czas opłakiwać będą swój świat, a potem sprawiedliwy Pan Bóg położy kres ich rozpaczy i wszystko, co znajduje się pod nieboskłonem, pochłonie ogień. Ogień ten spadnie z niebios i ogarnie pożarem wszystko, czego dotknie. W wielu miejscach płomienie wyłonią się również z ziemi, co przerazi nieszczęsnych śmiertelników tak dalece, że nie będą wiedzieli, jak przed nimi uciec. Jedni będą szukać schronienia w piwnicach i grotach, inni zanurzą się w rzekach i jeziorach. Żarłoczne płomienie rozprzestrzeniać się będą tak szybko, że lasy staną w ogniu, a miasta i wioski ulegną zniszczeniu. Jak ziemia długa i szeroka, wszędzie szaleć będą pożary, takie,  o jakich nigdy przedtem nawet nie słyszano. Od płomieni bić będzie tak potworny żar, że stopią się kamienie i skały, a morza i wszelkie inne połacie wody wrzeć będą z sykiem. Ta przerażająca pożoga pochłonie resztę ludzi, całą zwierzynę lądową i wszystkie ryby. Tak straszliwy będzie kres naszego świata, ogień wszystko pochłonie lub ogołoci. Cała ziemia zmieni się nie do poznania.


Czy doczekamy tych dni – nie wiem. Ale wiem jedno, to co później nastąpi dotyczy każdego z nas.


Pierwszym wydarzeniem, jakie nastąpi po upadku naszego świata, będzie powszechne wskrzeszenie umarłych. Wszyscy ludzie, niezależnie od tego, kim byli, gdzie i kiedy żyli, łącznie z niemowlętami, których byt był zaledwie mgnieniem, wstaną z martwych.


Donośnie zabrzmi trąba, gdy Pan Bóg wezwie ich wszystkich przed Sąd Ostateczny. Pan Chrystus tak to zapowiada: „Pośle On swoich aniołów z trąbą o głosie potężnym, i zgromadzą Jego wybranych z czterech stron świata, od jednego krańca nieba aż do drugiego“ (Mt 24,31). A św. Paweł dodaje: „Nie wszyscy pomrzemy, lecz wszyscy będziemy odmienieni. W jednym momencie, w mgnieniu oka, na dźwięk ostatniej trąby – zabrzmi bowiem trąba – umarli powstaną nienaruszeni, a my będziemy odmienieni (1 kor 15, 51-52).


Kiedy wygasną wszechobecne pożary, Pan Bóg wyśle swych aniołów, którzy tak potężnie zadmą w trąbę, że jej echo przetoczy się po całej ziemi. A dźwięk ten będzie tak donośny, że wszystko zadrży. Nieziemski głos trąby dotrze do zmarłych, wzywając: „Podnieście się, umarli, i chodźcie na sąd! Podnieście się, i chodźcie na sąd!“


Niezależnie od tego, jak dawno temu ciało człowieka obróciło się w proch i jakim zmianom mogło ulec, wszystkie jego cząstki i cząsteczki znów się złączą, sprawiając, że wyglądać będzie tak jak niegdyś, za życia. „I morze wydało zmarłych, co w nim byli, i Śmierć i Otchłań wydały zmarłych, co w nich byli“ (Ap 20,13).


Przywołane uroczystym głosem trąby, zstąpią z nieba wszystkie dusze sprawiedliwych i wraz ze swymi aniołami stróżami udadzą się tam, gdzie pochowano ich doczesne powłoki. Groby otworzą się i widać będzie spoczywające w nich ciała, nietknięte, ale i wciąż martwe. Potem za sprawą Pana Boga, ciało znów złączy się z duszą, powracając jednocześnie do życia.

 

Wizja Wysuszonych Kości (37,1–10; 37,11–14) – Stojącego ze wzniesionymi ramionami proroka pośród doliny otaczają wysuszone kości zbliżające się do siebie, oblekające się ciałem i skórą oraz takie, w które wstąpił już duch – ożyły i stanęły na nogi (zapowiedź wskrzeszenia umarłych w dniu Sądu Ostatecznego).


Ręka Boża (moc) spoczęła na Ezechielu, dając mu ujrzeć tę wizję, gdyż fizycznie nie był on przeniesiony do żadnej doliny wypełnionej suchymi kośćmi. W swej wizji przechadzał się pomiędzy tymi kośćmi, widział je rozrzucone po całej dolinie, zupełnie suche. Wtedy Pan Bóg wyjaśnił mu, iż kości te przedstawiają cały dom Izraela. Nie przedstawiały one jedynie dwóch plemion, zabranych niedawno do niewoli babilońskiej, nie tylko te dziesięć plemion zabranych wcześniej, ale cały dom Izraela, dwanaście pokoleń.


Pan Bóg przekazał Ezechielowi dwa polecenia, których wykonanie miało dać początek stopniowemu odrodzeniu. Najpierw powiedział: „Prorokuj nad tymi kośćmi, powiedz im: (...) ‚Ożyjecie’” (Ezech. 37:4-6). Kiedy prorok to zrobił, usłyszał „jakiś odgłos, grzechotanie, i kości zaczęły przybliżać się jedna do drugiej”, po czym zobaczył, „jak zaczynają pojawiać się na nich ścięgna i ciało i jak z wierzchu pokrywają się skórą” (Ezech. 37:7, 8). Następnie Pan Bóg polecił: „Prorokuj wiatrowi”. Ezechiel miał mu rozkazać: „Powiej na tych zabitych ludzi”. Kiedy to zrobił, „oni zaczęli oddychać i ożyli, i stanęli na nogach — bardzo, bardzo wielkie wojsko” (Ezech. 37:9, 10).

 

85

 

Na wszystkich cmentarzach i miejscach zbiorowych pochówków pierwsi podniosą się błogosławieni, o ciałach jaśniejących i wspaniałych. Potwierdzenie tego, że oni właśnie pierwszeństwo mieć będą przed innymi, znaleźć można w następujących słowach Pana Chrystusa: „Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego; a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia“ (J 5, 28-29).

 

Wskrzeszenie występnych nastąpi tuż po podniesieniu sprawiedliwych, ale jakże będzie od niego odmienne! Wszystkie dusze potępione odnajdą na cmentarzyskach przynależne im ciała i zmuszone zostaną do ponownego zespolenia się z nimi. Ale z jakimi będą to czyniły oporami, z jakim niesmakiem! Kiedy dusza taka dojrzy swe ciało, cofnie się ze wstrętem, widząc, że jest ono tak odrażające, iż lepiej byłoby udać się prosto do czeluści piekielnej, niż do niego wracać. Bowiem ciała zatwardziałych grzeszników okażą się tak przerażające, ohydne i plugawe, że na myśl przywodzić będą  nie tyle ludzi, co raczej diabły. Ale mimo iż dusza ze wszystkich sił przeciwstawiać się będzie połączeniu z tak potworną powłoką, w końcu to uczyni, gdyż tak nakazał jej Pan Bóg.


Sąd Ostateczny, XVII wiek


Obrazy Dnia Sądu Ostatecznego, Katedra w Limie Znaczki 2008 rok


Ostatnie dni kościoła Carabuco - autorstwa José López de los Ríos w 1684 r. La Paz, Boliwia


Trójca Święta na szczycie i wokół niej aniołowie, Maryja i św. Jan Chrzciciel; potem przychodzą apostołowie, patriarchowie i ojcowie Kościoła; najsłynniejsi męczennicy i święci; założyciele zakonów i wreszcie ludność żeńska ze świętymi męczennicami, założycielkami i niektórymi świętymi zakonnicami.

 

86

 

87

 

88

 

89

 

Oczekując nadejścia Sędziego, ludzie stać będą razem, z dala od prawych, przytłoczeni własną ohydą, a przede wszystkim swymi grzechami, widocznymi już dla wszystkich.


Ale cała ta ich męka niczym jest w porównaniu z przerażeniem, jakie wywołuje w nich perspektywa nadejścia Sędziego. Oto te nieszczęsne stworzenia po raz pierwszy zaczynają sobie uświadamiać, jak surowe są wyroki Boże, którym za życia tak mało poświęcały uwagi. Po raz pierwszy pojmują, jak straszliwym upokorzeniem będzie ukazanie wszystkich ich grzechów w obecności aniołów i świętych, a także diabłów i potępieńców. Pierwszy raz uświadamiają sobie także, jak srogą karę wymierzy im Sędzia, tak często przez nich lekceważony.


W końcu niebiosa się otworzą, a zastęp anielski zniesie i ukaże całemu światu znak zwycięstwa Chrystusowego, Święty Krzyż.


Pan tak zapowiedział ową chwilę: „Wówczas ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego i wtedy narzekać będą wszystkie narody ziemi“ (Mt 24,30). Kościół katolicki tak wyjaśnia nam, czym będzie ów znak, który ukaże się na niebie: zanim Pan zstąpi, by nas osądzić, na niebie ukaże się krzyż. Wszyscy Ojcowie Kościoła, zgodnie potwierdzają, że to Krzyż Chrystusowy będzie tym znakiem. Choć krzyż, na którym Pan nasz cierpiał katusze, porąbano na kawałki, pozostawiają niewiele więcej niż drzazgi, moc Boska sprawi, że znów złączą się one w całość. Hufiec anielski uroczyście zniesie ten krzyż z niebios, a dźwigającymi go aniołami podążać będą inne, niosąc – jak utrzymuje św. Tomasz z Akwinu, zwany „Anielskim Doktorem“ – pozostałe narzędzia Męki Pańskiej, a zatem pręgierz, bicze, młotek, żelazną rękawicę, kości, szkarłatny płaszcz, białą koszulę, tunikę bez szwów, święty całun, pojemnik z mirrą, wszystko to, po co sięgano podczas owej kaźni – by dobitnie uzmysłowić całemu światu, jak bardzo i na jak wiele sposobów cierpiał za nas Pan Chrystus.


Ten obraz przedstawia zmartwychwstanie zmarłych. Pośród ogólnego nieporządku, który panuje w naturze, Aniołowie, grając w trąbę, wzywają ludzi do sądu; groby otwierają się, zmarli powstają i wynurzają się z prochu. Wśród nich widzimy króla, który zachował koronę i biskupa, który odzyskuje swoje papieskie szaty.


W górnej części obrazu krzyż pojawia się w powietrzu, cały jaśniejący światłem i otoczony błogosławionymi duchami. Jego wzrok pociesza dobrych, którzy z ufnością do niego sięgają, a złych przeraża, którzy szukają schronienia i wzywają góry, aby ich zmiażdżyć.

 

90

 

Prorok Daniel ujrzał raz anioła i tak się wówczas przestraszył, ze padł jak nieżywy. Jeśli tak podziałało na niego spotkanie z jednym tylko aniołem i to niosącym mu spokój i pociechę, cóż stanie się z nami, kiedy tyle setek tysięcy książąt niebieskich z bliska ukaże nam swe gniewne lica?


A skoro już widok aniołów towarzyszących Sędziemu w Dniu Ostatnim tak nas przerazi, jakiż lęk i popłoch wzbudzi w nas On sam, kiedy zstąpi gniewny, jako usposobienie prawa, które tylekroć obrażano! Cóż stanie się, chrześcijaninie, kiedy powróci, by zażądać zdania Mu sprawy ze sposobu, w jaki przestrzegano Jego przykazań?


Zdaniem wielu Ojców Kościoła, uczonych i świątobliwych mężów, nawet aniołowie w Dniu Sądnym nie oprą się lękowi, o ileż więcej powodów do obaw mieć będą święci, gdyż im przyjdzie stanąć przed trybunałem Chrystusowym i szczegółowo zdać sprawę ze wszystkich swych postępków. Z tego co św. Jan głosi w Apokalipsie, niezbicie wynika, iż nawet błogosławieni święci drżeć będą ze strachu. Jan opisuje swe spotkanie z Panem Chrystusem i wrażenie, jakie na nim ono wywarło. „Kiedym Go ujrzał, do stóp Jego upadłem jak martwy, a On położył na mnie prawą rękę, mówiąc: Przestań się lękać! Jam jest Pierwszy i Ostatni...“ (Ap 1,17). Jeśli umiłowany apostoł tak się przeraził, widząc swego Pana i Nauczyciela, który przyszedł nie z wyrokiem, ale z pociechą, że aż runął przed Nim jak martwy i nie mógł wykrzesać z siebie tyle odwagi, by się podnieść, dopóki Pan Chrystus nie przemówił doń nader czule i serdecznie, czyż można przyjąć, że święci w Dniu Sądnym wolni będą od obaw, widząc Pana Chrystusa w Jego zatrważającym majestacie i widząc, że będą musieli zdać Mu sprawę z całego swego żywota? A jak to będzie z nami, nieszczęśni grzesznicy, i ze wszystkimi potępionymi, skoro nawet aniołowie, i święci z drżeniem przyjmą nadejście Sędziego? Żadne słowa nie wyrażą zgrozy i popłochu, jakie ogarną złe duchy i zatwardziałych grzeszników, gdy ujrzą Sędziego zasiadającego na tronie pełnym chwały i uświadomią sobie, że osądzi ich On surowo i skarze na wieczne męki w czeluściach piekielnych?


Lepiej chyba pojmiemy, czym w istocie jest gniew Boży, jeśli wysłuchamy tego co powiedział nam o nim prorok Izajasz: „Oto imię Pana przychodzi z daleka, gniew Jego rozgorzał, przygniatający Jego ciężar, Jego wargi pełne są wzburzenia, Jego język jak pożerający ogień. Tchnienie Jego jak potok wezbrany, którego nurt dosięga szyi. Przybywa przesiać narody sitem zniszczenia i włożyć między szczęki ludów wędzidło zwodnicze“ (Iz 30, 27-28).


Prawdziwie przeraźliwe są te słowa. Czyż nie określają wyraźnie, jak wielkim gniewem płonąć będzie Pan Chrystus, kiedy objawi się światu? Nic dziwnego, że serca wszystkich grzeszników napełnią się zgrozą, udręką i przerażeniem; nic dziwnego, że błagać będą oni o to, by zwaliły się na nich góry i przygniotły ich wzgórza.


Wtedy po raz pierwszy należycie pojmiemy co uczyniliśmy i jakże głęboko obraziliśmy Pana Boga naszymi nędznymi grzechami. Gniew Boży będzie tak wielki, że ani Matka Pana Boga, ani aniołowie i święci nie zdołają go złagodzić; przepojony świętym zapałem, posłuży surowemu osądzeniu każdego człowieka. Oto, co sam Sędzia mówi o swym gniewie, ustami proroka Ezechiela: „Teraz przychodzi kres na ciebie. Wysyłam gniew mój przeciwko tobie, aby cię osądzić według twoich dróg i ciebie uczynić odpowiedzialnym za wszystkie twoje obrzydliwości. Oko moje nie okaże litości dla ciebie i nie pominę cię, ale ciebie uczynię odpowiedzialnym za twoje drogi, a twoje obrzydliwości będą pośród ciebie (ujawnione) i poznacie, ze Ja jestem Pan“ (Ez 7, 3-4).


Prawdziwie srogie są te słowa, zawierające najstraszliwszą z gróźb. Och, jakże bezwzględny będzie ten sąd, przed który Pan Bóg, obrażany niezliczonymi występkami, pozwie całą rodzinę człowieczą.


W pierwszej i ostatniej Księdze Pisma Świętego jest mowa o łuku tęczy. Po potopie Pan Bóg mówi do Noego: "A ten jest znak przymierza, który Ja zawieram z wami (...) łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między mną i ziemią" (Rdz 9, 13). Zaś w Księdze Apokalipsy św. Jan ogląda tron Boży i tęczę dokoła niego: "a tęcza dokoła tronu - z wyglądu do szmaragdu podobna" (Ap 4, 2-3).


Wchodząc w modlitwę zaangażujmy naszą wyobraźnię. Zobaczmy krajobraz jaki najbardziej lubimy (góry, las, morze). Właśnie przeszła burza, zaświeciło słońce, a ostatnie krople deszczu sprawiają, że powstała tęcza. Patrząc na nią postarajmy uświadomić sobie, że w tym momencie także Pan Bóg patrzy na to samo. Zobaczmy oczami wyobraźni Jego miłujące spojrzenie na piękno, jakie jest w nas i w całym stworzeniu. Tęcza jest wezwaniem by pamiętać o przymierzu, nie tylko dla ludzi, ale i dla Pana Boga. Pan Bóg go zapragnął, sam wyszedł z inicjatywą, a w znaku tęczy dał ludziom pewność, że będzie zawsze o tym przymierzu pamiętał. Tęcza, jako znak Bożej obietnicy, został wpisany w naturę na zawsze i jest obrazem pełnego życzliwości spojrzenia Pana Boga na wszystko, co żyje.


Tęcza nie tylko jest obietnicą Pana Boga, że nie zniszczy świata, jest ona także przypomnieniem, że my też powinniśmy budować tęczę tu na ziemi.


Tęcza pojawiła się przy tronie Pana Chrystusa, to oznacza, że stanowi ona jeden ze znaków zbawienia.


Dlatego też symbol tęczy można spotkać na wielu obrazach prezentujących wizję końca świata. Tęcza nieodzownie wiązała się z Apokalipsą zarówno w średniowieczu, jak i w czasach późniejszych. Znajdzie się ją m.in. na jednej z najsłynniejszych wizji Sądu Ostatecznego – na obrazie Hansa Memlinga.

 

91

 

Sądzenie dobrych odbywać się będzie mniej więcej tak. Aniołowie poprowadzą ludzi im powierzonych przed oblicze Pana Boga, a potem prawi padną przed Nim w pokornym uwielbieniu. Później zły duch zacznie ich oskarżać, wydobywając wszystko, co tylko zdoła. Ale każdy anioł stróż stanie w obronie swego podopiecznego, przedstawiając jego dobre czyny, świadectwa pokuty i cnoty, składając je na szalach sprawiedliwości Bożej. Jeśli okażą się one dostatecznie ciężkie, Pan Chrystus, okryje podsądnego nową szatą, nader wspaniałym odzieniem i ukoronuje diademem Królestwa Wiecznego. Któż zdoła opisać wspaniałość owej chwili! Jakże cieszyć się będą sprawiedliwi, że miejsce ich jest pośród błogosławionych! Jak radować się będą chóry anielskie, gratulując im i czyniąc z owej chwili miłe sercom święto!


Uświadomiwszy sobie swój błąd, potępieni będą wołać: ale my, ulegając przeklętemu obłędowi odtrąciliśmy Najwyższe Dobro i pozbawiwszy siebie wieczystej szczęśliwości w imię bezwartościowych i ulotnych rozkoszy. Jakże mogliśmy tak dać się zwieść złudnym urokom tego świata?


Wyrok ogłoszony przez Sędziego dla nieprawych: „Odstąpcie ode Mnie, przeklęci, i pogrążcie się w wiecznym ogniu, zgotowanym wam przez diabła i jego aniołów“, gromem ugodzi uszy potępionych; zwalą się oni na ziemię, przytłoczeni tymi straszliwymi słowami, a potem dadzą upust takiej rozpaczy i wściekłości, że zadrżą i niebiosa i ziemia.


A kiedy Pan Chrystus już zwali na te żałosne istoty wszelki gniew żywiołów, pod stopami zatwardziałych grzeszników rozstąpi się ziemia, pochłaniając ich wraz ze wszystkimi diabłami.


Św. Jan powiada w swej Apokalipsie: „I potężny jeden anioł dźwignął kamień jak wielki kamień młyński, i rzucił w morze mówiąc – Tak z rozmachem Babilon, wielka stolica, zostanie rzucona i już jej nie będzie można znaleźć“ (Ap 18,21).


Czyż te słowa anioła nie dają nam do zrozumienia, że wszystkie dusze potępione zwalą się do piekła z impetem kamienia młyńskiego ciśniętego na samo dno morskich czeluści?


Ten straszliwy upadek potępionych! Któż nie zadrży, myśląc o nim? Biada tym, których to czeka; lepiej byłoby, gdyby nigdy się nie urodzili!


Jeżeli Pismo Święte mówi nam, że ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdoła pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Pan Bóg tym, którzy Go  miłują, czyż nie można przyjąć, że człowiek nie będzie w stanie dociec, co Pan Bóg zgotował dla tych, którzy tak często i dobrowolnie Go obrażają? A skoro rozkosze niebiańskie wymykają się wszelkim próbom opisu, czy nie można przyjąć, że i mąk piekielnych nie da się ogarnąć?

 

Święta Małgorzata zdecydowanie zwycięża moce zła. Smok symbolizuje potęgę szatana, który usiłuje zniszczyć człowieka. Przesłanie obrazu jest takie, że droga do zwycięstwa nie prowadzi poprzez samodzielne stanięcie do walki, „twarzą w twarz” wobec zła, ale przez krzyż, św. Małgorzata trzyma krzyż, poprzez który spływa Boża moc unicestwiająca śmiertelne pokusy i działanie szatana.

 

Grafika angielska, odcisk na grubym papierze, jednostronny, w passe partout 30 x 24. Grafika oryginalna z 1821 roku.

 

154

 

Aby zwalczyć Szatana i jego kłamstwo, trzeba znać Pana Chrystusa, który jest prawdą (1J 2,13-14). Owo poznanie płynie z wiary, która rodzi się i rozwija ze słuchania i rozważania słowa Bożego, słowa Pana Chrystusa (Rz 10,17). Słowo Boże prowadzi nas do wypełniania przykazań Bożych, od czego jest uzależnione głębsze poznanie Pana Boga (Kol 1,10), jak mówi o tym wyraźnie sam Pan Chrystus (J 14,21). To głębsze poznanie Pana Boga dokonuje się w oczyszczonym sercu człowieka (Mt 5,8), poprzez wewnętrzne działanie Ducha Świętego (1 Kor 2,10-11; 12,3).


Do oczyszczenia się prowadzi jedna droga - spowiedź swięta. To jest dokładna analiza Przykazań Bożych i Przykazań Kościelnych.


Można powiedzieć z całą pewnością, że ktokolwiek praktykuje w swoim życiu jakieś złe przyzwyczajenie lub jakikolwiek nałóg, ten spowiadał się źle. Sakramenty święte służą bowiem ku uzdrowieniu z najgorszych nawet nałogów, jeśli penitent szczerze współpracuje z łaską Bożą.


Zgodnie z praktyką i nauką Kościoła dla przebaczenia ciężkiej winy konieczna jest spowiedź indywidualna. W imieniu Pana Chrystusa i wspólnoty Kościoła kapłan przyjmuje wyznanie grzechów i w imieniu Pana Boga udziela rozgrzeszenia. Znaczy to, że Pan Bóg udziela przebaczenia przez posługę Kościoła. Otrzymanie rozgrzeszenia w sakramencie pokuty wymaga - jak każde przebaczenie - żalu za grzechy oraz postanowienia i woli naprawienia zła.

 

Spowiedź swiętą przedstawia oryginalna grafika angielska, odcisk jednostronny na grubym papierze, 28 x 20 cm z 1842 roku, a odpuszczenie grzechów oryginalna grafika austriacka, odcisk jednostronny na grubym papierze, 28 x 20 z  1836 roku.

 

153

 

152